Fot. UMS
Sopoccy strażnicy właśnie dostali do ręki nowe narzędzie – mStraż, mobilny system pozwalający w kilka sekund zweryfikować dane osób kontrolowanych, bez konieczności wzywania policji. To nie jest kolejna „apka dla apki”. To realna zmiana sposobu pracy służb w mieście nad morzem.
Interwencja bez telefonu do policji
Do tej pory rutynowa kontrola w wielu sytuacjach kończyła się telefonem do policji – żeby potwierdzić tożsamość osoby bez dokumentu albo sprawdzić dane w systemach. Teraz strażnik miejski w Sopocie wyciąga dedykowane urządzenie, loguje się swoim szyfrowanym loginem i PIN-em, wpisuje PESEL albo podstawowe dane: imię, nazwisko, imię ojca, datę urodzenia. Po chwili widzi w systemie potwierdzenie, łącznie z wizerunkiem osoby.
Jeśli wszystko się zgadza – sprawa często może zakończyć się już na tym etapie. Bez wzywania policji, bez zbędnej zwłoki, bez przerzucania się odpowiedzialnością między służbami.
Po każdej weryfikacji strażnik musi jednak zostawić cyfrowy ślad: wpisuje powód legitymowania, lokalizację interwencji i krótką notatkę służbową. To narzędzie do pracy, ale też mechanizm kontroli i przejrzystości.
Sopot, ministerstwo i biznes przy jednym stole
mStraż to efekt współpracy czterech partnerów: Ministerstwa Cyfryzacji, Straży Miejskiej w Sopocie, firmy Comtegra oraz Urzędu Miasta Sopotu. To właśnie w Sopocie przetestowano rozwiązanie, które w przyszłości ma być dostępne dla innych straży miejskich w Polsce.
Władze miasta nie ukrywają, że liczą na efekt skali. Prezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim podkreśla, że to przykład, jak praktyczne uwagi strażników z ulicy zostały przełożone na konkretne rozwiązanie technologiczne. To nie jest projekt „z gabinetu”, tylko odpowiedź na realne potrzeby ludzi w terenie. Zapowiada też, że to dopiero początek cyfryzacji – Sopot chce iść dalej, sięgając po sztuczną inteligencję m.in. w monitoringu miejskim.
Wiceprezydentka Magdalena Cieślik, odpowiedzialna za obszar Smart City, zwraca uwagę na coś, czego mieszkańcy nie widzą na pierwszy rzut oka: bezpieczną komunikację między systemami centralnymi i lokalnymi oraz ochronę danych. To dzięki temu strażnicy mają dostęp do centralnych rejestrów, a jednocześnie prywatność mieszkańców ma pozostać nienaruszona.
Z kolei Jarosław Sarna, pełnomocnik ministra cyfryzacji ds. relacji z samorządami, mówi wprost: mStraż ma sprawić, że w codziennych, zwykłych interwencjach policja nie będzie już potrzebna, a jej patrole będą mogły skupić się na poważniejszych zadaniach.

MOBILE w ręku, WEB w biurze
System mStraż działa w dwóch odsłonach:
- mStraż MOBILE – na specjalnie przygotowanych urządzeniach mobilnych używanych przez strażników w terenie;
- mStraż WEB – w przeglądarce, służy m.in. do zarządzania aplikacją, użytkownikami, uprawnieniami i analizą działań.
To nie jest aplikacja, którą można sobie zainstalować na prywatnym telefonie. Korzystanie z niej jest ściśle kontrolowane: każde urządzenie jest dedykowane, dostęp odbywa się przez szyfrowane połączenia, w zamkniętej, bezpiecznej sieci APN. Sesje mają ograniczony czas, a system blokuje m.in. możliwość robienia zrzutów ekranu. Do tego dochodzą różne poziomy uprawnień, kontrola nadużyć i odseparowana infrastruktura IT.
Krótko mówiąc: mobilna wygoda połączona z rygorami bezpieczeństwa znanymi z instytucji finansowych.
Strażnicy: mniej papierologii, szybsze decyzje
Dla samych strażników to zmiana codziennej rutyny. Zastępca komendanta Paweł Zgliński, który brał udział w pracach nad narzędziem, zwraca uwagę, że mStraż rozwiązuje prozaiczny, ale częsty problem: osoba bez dowodu, bez aplikacji mObywatel, a interwencja w toku. Do tej pory – telefon do policji. Teraz – kilka kliknięć w urządzeniu.
Komendant Straży Miejskiej w Sopocie, Tomasz Dusza, nazywa mStraż „prezentem pod choinkę” dla wszystkich straży miejskich w Polsce. Podkreśla, że w Sopocie aplikacja staje się podstawowym narzędziem pracy – coś, co strażnik ma zawsze przy sobie, tak jak radiostację czy bloczek mandatowy. W praktyce ma to oznaczać krótsze interwencje, szybsze decyzje i więcej czasu na realne patrolowanie miasta, zamiast czekania na potwierdzenia z zewnątrz.
Comtegra: trudny projekt, wysoka stawka
Za wykonanie aplikacji odpowiada firma Comtegra – warszawska spółka IT z 26-letnim doświadczeniem w projektowaniu systemów do składowania i zarządzania danymi, zabezpieczania informacji (backup, cybersecurity), budowy sieci i technologii wirtualizacyjnych.
Jak przyznaje Ewelina Konarzewska, menedżer ds. Smart City w Comtegrze, projekt był wymagający, bo dotyczył danych osobowych i systemów państwowych, a więc obszarów, gdzie margines błędu jest minimalny. Kluczowe było połączenie trzech światów: administracji centralnej, samorządu i biznesu, a także przetłumaczenie potrzeb strażników na język wymogów prawnych, organizacyjnych i technicznych.
Lista zabezpieczeń wygląda jak checklista z podręcznika cyberbezpieczeństwa: szyfrowane połączenia, autoryzacja dostępu, bezpieczna sieć, ograniczony czas sesji, zintegrowane aplikacje, blokada zrzutu ekranu, kontrola nadużyć, odseparowana infrastruktura, dedykowany terminal.
Grażyna Bojarska-Dreher