Arka Gdynia jechała do Niecieczy z jasnym celem: zakończyć koszmarną serię spotkań poza domem. W tym sezonie PKO Ekstraklasy żółto-niebiescy w delegacji zdobyli zaledwie jeden punkt, a ich bilans wyglądał dramatycznie. Mecz z Bruk-Betem Termaliką wydawał się momentem, w którym można było wreszcie odwrócić losy — gospodarze nie wygrali wcześniej żadnego domowego spotkania. Mimo to gdynianie wrócili do domu z ósmą wyjazdową porażką.
Spotkanie od początku nie zachwycało poziomem, ale to gospodarze wykazywali większą inicjatywę w grze. Bruk-Bet wykorzystał błąd Arki: niezły drybling Damiana Hilbrychta, poślizgnięcie Dawida Kocyły, brak asekuracji i piękny strzał Rafała Kurzawy, który przywrócił kibicom Termaliki dawno niewidzianą jakość. Arka na ten cios nie zareagowała praktycznie wcale. Poza niecelną próbą Edu Espiau żółto-niebiescy nie stworzyli sytuacji, która mogłaby realnie zagrozić bramce rywali.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Trener Dawid Szwarga próbował rotacji, ale ofensywa Arki pozostawała bezradna. Sytuację pogorszyło jeszcze brutalne wejście Aureliena Nguiamby w 65. minucie, zakończone czerwoną kartką. Nawet najlepsza okazja — strzał Dawida Gojnego po przedłużeniu piłki przez Michała Marcjanika — została zneutralizowana tuż przed linią bramkową.
Gospodarze cierpliwie czekali na moment zamknięcia spotkania. Doczekali się po akcji Krzysztofa Kubicy, który ograł Kike Hermoso i ustalił wynik na 2:0, dając Termalice pierwsze domowe zwycięstwo w sezonie.
Koszykarze AMW Arki Gdynia jechali do Gliwic w świetnych nastrojach po dwóch zwycięstwach z rzędu i jako wyraźny faworyt starcia z Tauron GTK. Oczekiwania spełnili z nawiązką — wygrali aż 89:66, prezentując momentami pełną kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie.
Mecz otworzył efektowny wsad Jakuba Garbacza, który nadał ton pierwszym akcjom. Mimo to Arka zbyt łatwo pozwalała rywalom wejść w chaotyczną wymianę ciosów. GTK wykorzystało kilka nieudanych zagrań gdynian i przejęło prowadzenie. W tej części gry najważniejszą postacią po stronie Arki był Courtney Ramey — to jego rzuty utrzymały zespół w kontakcie, choć kwartę (25:22) wygrali gospodarze.
Decydujący fragment spotkania nastąpił w drugiej odsłonie. Arka zagrała najbardziej kompletną koszykówkę w tym meczu, wygrywając kwartę aż 28:7, a zespół z Gliwic kompletnie stracił rytm. Świetny fragment zaliczył Kresimir Ljubičić, do głosu doszedł także Jarosław Zyskowski, a Arka schodziła do szatni z wyraźną, zasłużoną przewagą.
Po zmianie stron gdynianie grali już praktycznie koncertowo. Obrona GTK nie była w stanie powstrzymać Arki, a przewaga gości błyskawicznie urosła do nawet 30 punktów. Ramey i Łączyński kreowali akcje z dużą swobodą, a kolejne celne rzuty tylko pogłębiały frustrację gospodarzy. Choć pod koniec trzeciej kwarty GTK zdobyło kilka punktów z rzędu, Arka szybko ustawiła sytuację rzutem za trzy autorstwa Łączyńskiego.
Czwarta kwarta była już tylko obowiązkiem do wypełnienia. Arka rotowała składem, dała minuty głębszym rezerwowym, a przewaga była na tyle bezpieczna, że nie było mowy o niespodziance. Zespół Mantasa Cesnauskisa odniósł trzecie zwycięstwo z rzędu, potwierdzając rosnącą formę.
Triumf w Gliwicach dał AMW Arce fotel lidera Orlen Basket Ligi. Czy gdynianie utrzymają pierwsze miejsce po całej kolejce? Zależy to głównie od wyniku niedzielnego starcia Energi Trefla Sopot z Kingiem Szczecin.
Fot. FB Arka Gdynia/Mateusz Słodkowski