To miały być szybkie i pewne inwestycje. Tak obiecywali „doradcy”, którzy pojawili się w internecie. Efekt? Dwie mieszkanki Gdańska – 64-latka z Wrzeszcza i 77-latka z Suchanina – straciły w sumie ponad 100 tysięcy złotych.
Pierwsza z nich dała się skusić reklamie kryptowalut w mediach społecznościowych. Kliknęła, wypełniła formularz i niemal natychmiast zadzwonił do niej „pośrednik inwestycyjny”. Brzmiał profesjonalnie, zapewniał o zyskach. Wystarczyło tylko zainstalować program AnyDesk – aplikację do zdalnej obsługi komputera. Od tego momentu kobieta nie miała już żadnej kontroli nad swoim rachunkiem bankowym. Widziała na ekranie spreparowaną stronę z rosnącym zyskiem. Ale kiedy postanowiła wypłacić pieniądze, kontakt z doradcą się urwał. Z konta zniknęło ponad 35 tysięcy złotych.
Druga ofiara, starsza pani z Suchanina, była przekonana, że kupuje akcje Orlenu – pewne, stabilne, „państwowe”. Tak naprawdę, podobnie jak jej młodsza sąsiadka, trafiła w ręce tych samych przestępców. Uwierzyła w wizję szybkiego zysku, dała dostęp do swojego konta i… straciła niemal 70 tysięcy.
Policja nie ukrywa: to dziś jeden z najpopularniejszych mechanizmów cyberprzestępców. Działają zza ekranu, anonimowo, z dowolnego miejsca na świecie. I najczęściej są o krok przed swoimi ofiarami. – Jeżeli ktoś prosi cię o zainstalowanie aplikacji do zdalnego dostępu, uciekaj – ostrzegają funkcjonariusze.
Lista zasad jest prosta, ale zlekceważona kosztuje fortunę:
- nie udostępniaj nikomu danych do logowania w banku,
- nie podawaj numerów kart,
- nie instaluj dodatkowego oprogramowania na prośbę obcych,
- nie wpisuj nieznanych numerów kont,
- nie przekazuj dalej przelewów od nieznajomych,
- zawsze sprawdzaj, z kim rozmawiasz i czy firma istnieje naprawdę.
Obie gdańszczanki uwierzyły w szybki zysk. Straciły oszczędności całego życia. I to jest właśnie lekcja, o której policja mówi najgłośniej: jeśli ktoś obiecuje, że zarobisz dużo i bez ryzyka – to niemal pewne, że właśnie zaczynasz tracić pieniądze.
Grażyna Bojarska-Dreher, materiały KWP Gdańsk