Weekend upłynął przede wszystkim pod znakiem siatkówki. Sobota nie przyniosła jednak wielu powodów do zadowolenia. Rezerwy Energi Trefla Gdańsk wyraźnie uległy Wilkom Wilczyn, nie zdobywając nawet seta, a Stoczniowiec PG musiał uznać wyższość zespołu Cargilla. Co ciekawe, rywal akademików szybko przekonał się, jak trudnym terenem jest Gdańsk – dzień później Trefl, po pełnym napięcia meczu zakończonym tie-breakiem, zdołał odnieść zwycięstwo.
W rywalizacji kobiet sobota przyniosła bardziej zróżnicowane rezultaty. Gedania Politechnika Gdańsk po raz pierwszy w sezonie zeszła z parkietu pokonana. Choć doprowadziła do piątego seta w starciu z Energetykiem Poznań, to w decydującej partii poznanianki zaprezentowały znakomitą grę i to one przerwały serię gdańszczanek. Następny dzień pokazał jednak, że ten wysiłek kosztował przyjezdne wiele sił – w niedzielę JohnnyBros AZS UG wygrał z Energetykiem 3:1, prezentując solidną i efektowną siatkówkę. Dzień wcześniej zespół z Gdańska również zakończył mecz zwycięstwem, pokonując Pałac Bydgoszcz takim samym rezultatem. Gedania mimo pierwszej porażki pozostaje pewnym liderem, natomiast AZS UG kontynuuje imponującą serię czterech kolejnych wygranych i coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w walce o czołową dwójkę.
Sobotnie derby futsalowe z udziałem AZS UG mogły przyprawić kibiców o siwe włosy i gęsią skórkę. Drużyna Wojciecha Pawickiego rozegrała znakomitą pierwszą połowę, kończąc ją z dwubramkową przewagą, a tuż po przerwie zdołała ją jeszcze powiększyć. Na dziesięć minut przed końcem gospodarze prowadzili 4:1 i nic nie wskazywało na to, że wynik może wymknąć się spod kontroli. Końcówka meczu przyniosła jednak niespodziewany zwrot. Team Lębork w zaledwie pięć minut zdobył cztery gole, doprowadzając do sensacyjnej zmiany wyniku. W kluczowych momentach znakomicie spisywał się też bramkarz gości, Dominik Czekirda, który kilkoma interwencjami utrzymał swój zespół w grze. W ostatnich sekundach lęborczanie zadali ostateczny cios, trafiając po raz szósty i przypieczętowując spektakularny powrót. Z perspektywy AZS UG to bolesna strata wysokiego prowadzenia w krótkim odstępie czasu, jednak spotkanie obfitowało w dynamiczną i stojącą na wysokim poziomie futsalową rywalizację.
Powrót na halę w gdańskiej Osowej zrównał się z i niezwykle emocjonujym widowiskiem. Unihokeistki JohnnyBros Olimpii podejmowały mistrzynie Polski z Trzebiatowa i od początku narzuciły rywalkom wysoki poziom gry. Po bardzo udanej pierwszej połowie gospodynie prowadziły 3:0, kontrolując przebieg spotkania. Po zmianie stron obraz meczu diametralnie się zmienił. Zespół z Trzebiatowa odzyskał skuteczność i w krótkim czasie zdobył cztery kolejne bramki, odwracając wynik. Gdańszczanki zdołały jednak odpowiedzieć i na osiem minut przed końcem doprowadziły do remisu, czym doprowadziły do dogrywki. Dodatkowy czas gry przyniósł rozstrzygnięcie dosłownie w ostatnich sekundach. Na dwie sekundy przed końcową syreną decydujące trafienie zanotowała Marta Bieniasz-Krzywiec, dając niezwykle cenne zwycięstwo po pełnym zwrotów akcji spotkaniu.
Kolejne wielkie emocje przyniósł mecz Lechii Gdańsk z Legią Warszawa przy Łazienkowskiej. Zespół Johna Carvera był o krok od przełamania niekorzystnej serii na trudnym stołecznym terenie. Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla gości – tuż przed przerwą Ivan Zhelizko popisał się efektownym uderzeniem z dystansu, dając Lechii prowadzenie. Po zmianie stron gospodarze odpowiedzieli trafieniem Bartosza Kapustki, jednak to gdańszczanie sprawiali lepsze wrażenie i częściej zagrażali bramce Legii. W 78. minucie Lechia ponownie objęła prowadzenie po składnej akcji Bobcka z Cirkoviciem, który wykończył akcję drugim golem dla swojego zespołu. Biało-zieloni stworzyli sobie jeszcze kilka okazji, lecz brakowało im skuteczności i dokładności w decydujących momentach. W końcówce los okazał się dla nich wyjątkowo surowy. W ostatniej akcji meczu Diachukowi przydarzył się błąd w kryciu, co wykorzystał Wojciech Urbański, doprowadzając do remisu tuż przed końcowym gwizdkiem. Lechia ma prawo czuć duży niedosyt, bo jej postawa pozwalała realnie myśleć o komplecie punktów na boisku bardzo słabej Legii.

Niedziela przyniosła komplet zwycięstw dla trójmiejskich drużyn, a jednym z ważniejszych był powrót na zwycięskie tory PGE Wybrzeża Gdańsk. W spotkaniu z zamykającym tabelę Zagłębiem gospodarze już w pierwszej połowie wypracowali sobie solidną przewagę, którą w dalszej części meczu umiejętnie kontrolowali. Po porażce w derbach zespół zaprezentował zdecydowanie lepszą reakcję, a własna hala pozostaje miejscem, którego rywale wciąż nie potrafią zdobyć w obecnym sezonie.
W koszykówce również nie zabrakło świetnych wiadomości. VBW Gdynia pewnie pokonało Polonię Warszawa, a szczególnie wyróżniła się debiutująca Morgan Jones. Amerykanka zakończyła mecz z dorobkiem 19 punktów i pokazała, że może stać się jedną z kluczowych postaci zespołu, który tego dnia zaprezentował bardzo solidny poziom.
Super widowisko stworzyli także koszykarze Energi Trefla Sopot. W starciu z Kingiem Szczecin, wiceliderem Orlen Basket Ligi, gospodarze od początku narzucili swoje tempo. Już w pierwszej kwarcie wypracowali znaczącą przewagę i przez większość meczu utrzymywali kilkunastopunktowy dystans. Goście zdołali zmniejszyć straty w ostatniej części gry, lecz nie byli w stanie realnie zagrozić rozpędzonemu zespołowi Mikko Larkasa. W Trefle na pierwszy plan wybili się gracze drugoplanowi – Kenny Goins imponował skutecznością z dystansu, swoje dołożył także Dylan Addae-Wusu. Wygrana sopocian, w połączeniu z rezultatami innych spotkań, przyniosła wyjątkowy obraz tabeli: oba czołowe miejsca zajmują drużyny z Trójmiasta. Liderem pozostaje Energa Trefl, natomiast tuż za nią plasuje się AMW Arka Gdynia. To znakomita wiadomość dla lokalnych kibiców.
Fot. 058sport.pl/Grzegorz Radtke/FB Arka Gdynia