Ta drużyna ma charakter – polscy koszykarze wygrali drugi mecz podczas Mistrzostw Europy w koszykówce i z kompletem zwycięstw są wiceliderami swojej grupy, która mecze rozgrywa w katowickim Spodku. Podopieczni Igora Milicicia pokonali po niesamowitym boju Izrael 66:64.
Pierwsza połowa toczyła się wyraźnie pod dyktando gospodarzy. Fantastyczny początek zanotował Jordan Loyd, który w dwóch pierwszych kwartach był niemal bezbłędny w ofensywie. Skutecznie wspierał go kapitan Mateusz Ponitka, także nadając rytm grze Biało-Czerwonych.
Rywalom z Izraela długo nie udawało się złapać odpowiedniego tempa – ich skuteczność pozostawiała wiele do życzenia, co było również zasługą dobrze funkcjonującej polskiej defensywy. Na obwodzie Michał Sokołowski konsekwentnie utrudniał życie przeciwnikom, a pod koszem niezmordowanie walczył duet Balcerowski–Olejniczak. Szczególnie ten drugi zasłużył na wyróżnienie. Były zawodnik Trefla Sopot wykonywał mnóstwo „czarnej roboty” na tablicach, a do tego dokładał także punkty w ataku. Ostatecznie spotkanie zakończył z dorobkiem 8 punktów i 7 zbiórek. Po pierwszej połowie Polska prowadziła 37:26 i kontrolowała przebieg meczu.
Po przerwie obraz gry diametralnie się odmienił. Izraelczycy rzucili się do odrabiania strat i robili to w ekspresowym tempie. Kluczową postacią był Deni Avdija, który w samej tylko trzeciej kwarcie zdobył aż 16 ze swoich 23 punktów w meczu. Polacy natomiast zupełnie stracili skuteczność, a co gorsza – brakowało zawodnika gotowego wziąć na siebie ciężar gry w trudnym momencie. Atmosfera na parkiecie stawała się coraz bardziej napięta. Nie brakowało twardej, fizycznej walki, często balansującej na granicy fauli niesportowych. Ta nerwowa i nieskuteczna dla Biało-Czerwonych trzecia odsłona zakończyła się wynikiem 11:25, przez co przewaga polskiej drużyny stopniała, a ostatnia kwarta zapowiadała się na prawdziwy horror.
Decydującą kwartę lepiej rozpoczęli Polacy, a sygnał do walki dał – jakżeby inaczej – kapitan Mateusz Ponitka. Ofiarne ratowanie piłki, celny rzut za trzy i skuteczna kontra poderwały Biało-Czerwonych do walki. Od tego momentu gra toczyła się praktycznie punkt za punkt – żadna z drużyn nie była w stanie zbudować wyraźnej przewagi.
Po stronie zespołu z Bliskiego Wschodu (!) obok Avdiji coraz mocniej zaznaczał swoją obecność Khadeen Carrington, który skutecznie wspierał lidera Izraelczyków w ofensywie. Jednak końcówka należała już bezapelacyjnie do Jordana Loyda. Naturalizowany reprezentant Polski w decydujących momentach był nie do zatrzymania – najpierw trafił zza łuku, później popisał się efektowną akcją „coast to coast”, a na 10 sekund przed końcową syreną dołożył ofiarną dobitkę, dając Polsce dwupunktowe prowadzenie. Izrael miał jeszcze szansę na zwycięski rzut za sprawą Avdiji, ale jego próba okazała się nieskuteczna. Polska ostatecznie triumfowała 66:64, a bohaterem meczu został Jordan Loyd – autor 27 punktów i kluczowych akcji w samej końcówce. Kapitalny występ zaliczył również Mateusz Ponitka, który zakończył spotkanie z double-double (16 punktów, 11 zbiórek) i pokazał charakter godny kapitana.
Tym razem zawodnicy trójmiejskich klubów odegrali jedynie marginalne role. Szymon Zapała z Trefla Sopot ponownie nie pojawił się na parkiecie, a Kamil Łączyński z AMW Arki Gdynia spędził na boisku niespełna osiem minut. „Łączce” wyraźnie brakowało dziś pewności siebie, dobrej decyzyjności i charakterystycznej boiskowej zadziorności, którą tak często prezentuje w rozgrywkach ligowych.
Pozostaje mieć nadzieję, że lepsze występy w kadrze są dopiero przed zawodnikami z Trójmiasta. Czasu na regenerację nie ma jednak wiele – już jutro o 20:30 Biało-Czerwoni zmierzą się z Islandią. Skandynawowie po dwóch spotkaniach wciąż pozostają bez zwycięstwa, a ewentualny triumf Polaków, przy sprzyjającym układzie wyników, może praktycznie przesądzić o awansie do drugiej rundy turnieju.
Fot. PAP