Kibice Lechii Gdańsk dawno nie oglądali swojej drużyny wygrywającej w tak efektownym stylu, jak w sobotnie popołudnie. Zespół z Niecieczy został całkowicie zdominowany, a gdańszczanie imponowali pewnością siebie i skutecznością. Wreszcie zobaczyliśmy Lechię, która po udanych akcjach nie wycofuje się do defensywy, lecz konsekwentnie naciska rywala i bezlitośnie wykorzystuje kolejne okazje. Tomas Bobček potwierdził świetną formę strzelecką, Rifet Kapić po raz kolejny pokazał znakomite uderzenie lewą nogą, a środkowi obrońcy dołożyli trafienia, świetnie odnajdując się także pod bramką przeciwnika. Wynik 5:1 w tak ważnym spotkaniu mówi wszystko — to idealny start wymagającej serii domowych meczów pod koniec rundy. Przed Lechią intensywny tydzień: we wtorek starcie pucharowe z Górnikiem Zabrze, a już w piątek ten sam rywal ponownie pojawi się na Polsat Plus Arenie Gdańsk. Warto być na stadionie i wspierać drużynę w tych kluczowych momentach.
To nie było idealne otwarcie spotkania dla futsalowego AZS UG. Choć Dragon Bojano zdobył dwie bramki w odstępie zaledwie minuty, po przerwie podopieczni Wojciecha Pawickiego zareagowali we właściwym momencie i przejęli inicjatywę. Gdańszczanie zaczęli konsekwentnie budować przewagę, a sygnał do odrabiania strat dał Robert Krzykalski, kompletując hat-tricka. Jedno trafienie dołożył Mateusz Anuszewski. Gra AZS UG wygląda coraz lepiej, a ich spotkania dostarczają kibicom sporo emocji. Najważniejsze jednak, że tym razem do ligowej tabeli dopisano cenne zwycięstwo.
Efektowna ofensywa w starciu z beniaminkiem przyniosła wysokie zwycięstwo dla VBW Gdynia, choć mistrzowi Polski nie wypada tracić aż 91 punktów. Mimo tej defensywnej rysy nie ma jednak powodu do szukania negatywów — drużyna ponownie imponowała skutecznością, a Barbora Wrzesiński rozegrała kolejny świetny mecz. Ważny wkład w triumf w Bochni wniosły również pozostałe zawodniczki, które solidnie wykonały swoje zadania. To było spotkanie z gatunku „wygrać i iść dalej”, które zespół zrealizował. Teraz czas skupić się na kolejnych wyzwaniach.
Zwycięstwo Gedanii Politechniki Gdańsk nie przyszło łatwo, choć końcowy wynik na to nie wskazuje. Podopieczne Rafała Murczkiewicza wygrały wszystkie trzy sety, jednak rywalki zmusiły je do dużego wysiłku i pełnej koncentracji. Tydzień grania z zespołem z Kołobrzegu można uznać za udany, a gdańszczanki umocniły swoją pozycję lidera w drugiej lidze siatkarek. Teraz mogą z większym spokojem przygotowywać się do kolejnych spotkań.
Szczypiorniści PGE Wybrzeża Gdańsk sprawili mistrzom Polski więcej problemów, niż można było przypuszczać. Do przerwy gdańszczanie prowadzili wyrównaną walkę, nie ustępując rywalom ani tempem, ani jakością gry. Po zmianie stron Wisła Płock zdołała jednak zbudować niewielką przewagę, której podopieczni Patryka Rombla nie byli już w stanie odrobić. Mimo porażki Wybrzeże może być zadowolone ze swojej postawy — przeciwko tak wymagającemu przeciwnikowi zaprezentowało się naprawdę solidnie i bez kompleksów.
Emocji, jak zwykle, nie zabrakło w spotkaniu unihokeistów JohnnyBros Olimpii Osowej Gdańsk. Zespół Macieja Bogdańskiego pokonał drużynę z Łodzi po interesującym, pełnym intensywności meczu, a zwycięstwo to pozwoliło umocnić się w czołowej czwórce ligowej tabeli. Triumf odniesiony we własnej hali smakuje wyjątkowo i ma dużą wagę w kontekście dalszej części sezonu.

Fudeko GAS Gdańsk wróciło do ligowej rywalizacji w pierwszej lidze z imponującą energią. Hokeiści rozgrywający swoje mecze w Elblągu mają za sobą wyjątkowo udany i pełen emocji weekend, w którym dwukrotnie pokonali Naprzód Janów. W sobotnim spotkaniu gdańszczanie zachowali czyste konto, głównie dzięki świetnej postawie Andrew Rochy. Niedzielne starcie przyniosło natomiast festiwal bramek i wiele zwrotów akcji — zdecydowanym bohaterem był Szymon Marzec, autor hat-tricka, a kolejne trafienie dołożył Tomas Balat. Warto podkreślić znakomitą atmosferę w Elblągu, gdzie przez oba dni mecze oglądało 300–400 kibiców. Po takim weekendzie Fudeko awansowało na pozycję lidera, a dwumecze zakończone kompletem punktów smakują szczególnie dobrze.
Twierdza pod nazwą Stadion Miejski w Gdyni w końcu runęła po blisko półtorarocznej serii bez porażki, a pierwsza przegrana przyszła w wyjątkowo bolesny sposób. Raków, jeszcze niedawno przedstawiany jako zespół w kryzysie po zamieszaniu wokół Marka Papszuna, całkowicie zdominował Arkę Gdynia i pewnie wygrał 4:1. Gdynianie nie byli w stanie przeciwstawić się ofensywnej sile gości, którzy konsekwentnie wykorzystywali kolejne błędy defensywy gospodarzy. Przy trzech bramkach poważnie pomylił się Damian Węglarz, co tylko pogłębiło problemy zespołu. Arce udało się zdobyć jedynie honorowego, choć bardzo efektownego gola autorstwa Navarro z rzutu wolnego. Po końcowym gwizdku kibice jasno wyrazili swoje niezadowolenie z postawy drużyny. W sobotę żółto-niebieskich czeka ostatni domowy mecz rundy, starcie z Motorem Lublin — spotkanie, które może zaważyć na nastrojach, z jakimi sympatycy Arki wejdą w zimową przerwę.
W męskiej siatkówce tym razem oba nasze drugoligowe zespoły musiały uznać wyższość rywali, ale straty z nawiązką odrobił Energa Trefl Gdańsk. Gdańskie Lwy ponownie zafundowały kibicom prawdziwy thriller w Ergo Arenie, tym razem zakończony pełnym satysfakcji happy endem. Starcie z liderem PlusLigi, Aluronem CMC Wartą Zawiercie, rozpoczęło się mocnym akcentem — pierwszy set padł pewnym łupem gospodarzy. W drugiej partii goście zdołali wyrównać po zaciętej walce, jednak trzeci set znów przebiegał pod wyraźne dyktando Trefla. Warta odpowiedziała w czwartej odsłonie, doprowadzając do tie-breaka. Decydujący set był popisem drużyny Mariusza Sordyla, która utrzymała koncentrację i wygrała z kolejnym wymagającym przeciwnikiem z europejskiej czołówki. Andrzejkowy wieczór w Ergo Arenie potwierdził, że Trefl może ponownie wyrastać na czarnego konia PlusLigi.
Fot. Wojciech Figurski/Grzegorz Radtke/Katarzyna Dragacz