11 listopada. Data, która od ponad wieku wraca w polskim kalendarzu z tą samą powagą, tą samą nutą wzruszenia i – co ważne – z nieustannym pytaniem o sens niepodległości. Bo choć została oficjalnie ustanowiona decyzją Sejmu w 1937 roku, a po latach PRL-u przywrócona w 1989 roku, to tak naprawdę żyje w ludziach, w pamięci i w emocjach – bardziej niż w podręcznikowych datach.
To święto jest jak doroczna pauza w rozpędzonej codzienności. Zatrzymujemy się, patrzymy na biało-czerwone flagi wiszące w oknach, mijamy rodzinne spacery, słyszymy pierwsze akordy Mazurka Dąbrowskiego. W miastach odbywają się marsze, koncerty, oficjalne uroczystości, w szkołach – akademie i wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych. Ale prawdziwa treść tego dnia rozgrywa się w ludziach – w ich spojrzeniach, wspomnieniach, skojarzeniach.
A nad Bałtykiem te emocje mają swój własny kolor. W Trójmieście 11 listopada zawsze nosi ślad miejsca, w którym żyje się „na styku świata” – między otwartym morzem a historią, która tu wraca na każdym kroku. W Gdyni biało-czerwone flagi łopoczą na bulwarze, a mieszkańcy maszerują obok ORP „Błyskawica”, w Sopocie rodziny spacerują na molo wśród barw narodowych, w Gdańsku uroczystości łączą się z pamięcią o wolności, o którą walczyła Solidarność. Ludzie tu lubią to święto, bo kojarzy im się z dumą i poczuciem, że ta część Polski powstała właśnie dzięki odzyskanej niepodległości.
Zresztą takie widzenie tego dnia nie jest odosobnione. Pan Tomasz z Gdyni ujął tę perspektywę z niezwykłą precyzją. Jego słowa wybrzmiewają jak osobiste świadectwo, ale niosą w sobie coś znacznie szerszego – głos wspólnoty, dla której wolność jest wartością żywą, a nie muzealnym eksponatem. – Dzień Niepodległości jest dla mnie przypomnieniem o tym, że niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze, że trzeba o nią zabiegać każdego dnia, każdego roku na każdym odcinku życia. To świadomość licznych ofiar życia złożona przez naszych Przodków, ofiar złożonych po to, aby móc w ten dzień iść dumnie z naszą biało-czerwoną flagą bez strachu, że ktoś cię zastrzeli, rzuci w ciebie kamieniem czy pobije – mówi.
To ważne zdanie. W świecie, w którym słowa „wolność” i „niepodległość” bywają nadużywane, Pan Tomasz przypomina o najprostszej prawdzie: wolność jest prawem, ale i obowiązkiem. Wymaga czujności, odpowiedzialności . – Niepodległość to przypomnienie każdemu człowiekowi, każdemu państwu, że mamy prawo u siebie mówić to, czego być może inni nie chcieliby usłyszeć. To znaczy niepodległość i wolność dla mnie – i że trzeba na to codziennie pracować. A ten dzień 11 listopada jest tego świętem. I memento jednocześnie – dodaje. Te słowa doskonale opisują polski sposób przeżywania tego święta.
Dla jednych 11 listopada to historia – powrót Józefa Piłsudskiego do Warszawy, rozbrajanie okupantów, pieśni legionowe, mundury z epoki. Dla innych – współczesna lekcja odpowiedzialności. Dzień, w którym pyta się o siłę państwa, o solidarność społeczną, o dojrzałość demokracji.
Tekst: Grażyna Bojarska-Dreher, fot. Serwis Samorządowy PAP