Środowy wieczór dostarczył kibicom z Trójmiasta ogromnych emocji. Zarówno koszykarze Energa Trefla Sopot, jak i koszykarki VBW Gdynia rywalizowały w europejskich pucharach, reprezentując polski basket na międzynarodowej scenie. Sopocianie grali w Baku w ramach FIBA Europe Cup, natomiast gdynianki mierzyły się w Polsat Plus Arenie Gdynia z mistrzyniami Euroligi – ZVVZ USK Pragą.
Pierwsi na parkiet wybiegli koszykarze sopockiego Trefla. W Baku podopieczni Mikko Larkasa po emocjonującym spotkaniu pokonali Absheron Lions 99:96, odnosząc piąte zwycięstwo z rzędu, a drugie w fazie grupowej FIBA Europe Cup. Bohaterem wieczoru został Mindaugas Kacinas. Litewski skrzydłowy był niemal nie do zatrzymania, trafiając aż sześć rzutów zza łuku i kończąc mecz z dorobkiem 27 punktów.
Sopocianie rozpoczęli spotkanie z dużą energią i szybko objęli prowadzenie. Choć zespół z Azerbejdżanu nie zamierzał odpuszczać i momentami przejmował inicjatywę, sopocianie utrzymywali kontakt i konsekwentnie realizowali swój plan. Mecz miał wyrównany przebieg i żadna z drużyn nie potrafiła wypracować większej przewagi, a o losach zwycięstwa decydowała końcówka. W najważniejszych minutach to determinacja sopocian wzięły górę. Trefl pokazał charakter w obronie, zatrzymując kluczowe akcje gospodarzy. Kacinas trafił niezwykle ważne dwa rzuty z dystansu, ale również zanotował efektowny blok, który mógł odmienić losy meczu. Ważnymi punktami drużyny byli także Kasper Suurorg (19 punktów) i Jakub Schenk (13 punktów, 8 asyst), którzy w newralgicznych momentach utrzymali nerwy na wodzy.
Zwycięstwo w Baku dało sopocianom pozycję lidera grupy, którzy jako jedyni mają na koncie dwa triumfy. W kolejnym spotkaniu Energa Trefl Sopot podejmie estoński BC Kalev/Cramo. Mecz odbędzie się w środę o 19:15 w Hali 100-lecia w Sopocie, a już w najbliższą niedzielę w tym samym miejscu emocje ligowe – Trefl zagra z Górnikiem Wałbrzych i będzie to pojedynek dwóch z czterech niepokonanych dotąd zespołów w Orlen Basket Lidze.
Zupełnie inne nastroje panowały tego samego dnia w Gdyni. VBW mierzyło się z prawdziwym gigantem – ZVVZ USK Pragą, aktualnym mistrzem Euroligi. Czeszki od pierwszych minut narzuciły swój styl gry, pokazując, dlaczego należą do ścisłej czołówki Starego Kontynentu. Ich intensywna obrona i skuteczny do bólu atak sprawiły, że gdynianki miały ogromne problemy z organizacją gry. Jedynie w drugiej kwarcie podopieczne Martinsa Zibartsa potrafiły nawiązać równorzędną walkę. W pozostałych częściach meczu różnica klas była jednak widoczna – praski zespół konsekwentnie powiększał przewagę, ostatecznie wygrywając 97:51.
Choć wynik jest dotkliwy, dla zespołu z Gdyni to cenne doświadczenie. Trzeba też pamiętać, że VBW wystąpiło osłabione brakiem dwóch ważnych zawodniczek – Stephanie Jones i Karoliny Ułan. Na pochwały zasłużyła za to Liliana Banaszak. Reprezentantka Polski była najjaśniejszym punktem swojej drużyny, zdobywając 19 punktów. Spotkanie z tak wymagającym rywalem to bolesna, ale potrzebna lekcja basketu. Jeśli gdynianki wyciągną z niej odpowiednie wnioski, może to być krok w stronę rozwoju i lepszych wyników w kolejnych spotkaniach Euroligi.
Fot. 058sport.pl/VBW Gdynia