Kolejna środa z trójmiejską koszykówką za nami. Bilans znów identyczny, a emocje – jednostronne. W FIBA Europe Cup koszykarze Energi Trefla Sopot zmierzyli się u siebie z estońskim BC Kalev, natomiast w Eurolidze VBW Gdynia podejmowała hiszpańską Spar Gironę – rywala z europejskiej czołówki.
Energa Trefl Sopot nie zwalnia tempa – w trzecim meczu FIBA Europe Cup podopieczni Mikko Larkasa odnieśli pewne zwycięstwo nad estońskim BC Kalev/Cramo 93:58, notując siódmy triumf z rzędu. Od pierwszych minut gospodarze narzucili rywalom własne warunki. Skuteczna obrona i szybkie przejścia w ataku pozwoliły im zbudować wyraźne prowadzenie już w pierwszej kwarcie, zakończonej wynikiem 27:14. Sopocianie imponowali intensywnością i szeroką rotacją – praktycznie każdy z graczy, który wchodził na parkiet, wnosił coś pozytywnego po obu stronach parkietu.W drugiej części żółto-czarni kontrolowali wydarzenia. Choć Kalev próbował dotrzymać kroku, przewaga gospodarzy utrzymywała się w granicach kilkunastu punktów. W końcówce połowy Trefl ponownie przyspieszył, a do przerwy prowadził już 45:28.
Po zmianie stron Estończycy złapali nieco rytmu, trafiając kilka trójek z rzędu, co pozwoliło im zniwelować stratę do 9 punktów. Był to jednak chwilowy zryw, bo sopocianie szybko odzyskali kontrolę, a gdy na dystansie znów zaczęli trafiać Kasper Suurorg i Mindaugas Kacinas, różnica ponownie urosła. W czwartej kwarcie przewaga gospodarzy stała się przytłaczająca. Zespół Larkasa grał z luzem, ale nie tracił koncentracji. Trefl zakończył spotkanie efektownym zrywem 28:8 w ostatniej kwarcie, potwierdzając dominację i świetną formę na europejskiej scenie.
Energa Trefl imponuje nie tylko wynikami, ale i stylem gry. Niezwykle przebojowy był tego wieczoru Kasper Suurorg, autor 19 punktów, który raz po raz rozrywał obronę rywali. Coraz pewniej w roli snajpera czuje się Mindaugas Kacinas, a polski duet Jakub Schenk – Mikołaj Witliński momentami rozumie się bez słów, nadając rytm całej drużynie. Nie sposób pominąć także Paula Scruggsa, aktywnego po obu stronach parkietu, oraz zmienników – Raymonda Cowelsa i Szymona Zapały, którzy wnieśli sporo świeżości i energii. Sopocianie pozostają niepokonani w tym sezonie, a kolejne wyzwanie czeka ich już w niedzielę o 15:00, gdy w Hali 100-lecia zmierzą się z GTK Gliwice.
VBW Gdynia nie przełamała złej passy. Podopieczne Martinsa Zibartsa przez dwie kwarty grały jak równy z równym z faworyzowaną Spar Gironą, jednak po przerwie inicjatywę całkowicie przejęły Hiszpanki, które ostatecznie zwyciężyły w Polsat Plus Arenie 90:65.
Pierwsza połowa była w wykonaniu VBW znakomita. Gospodynie grały pewnie, agresywnie w obronie i skutecznie w ataku. Dobrze prezentowały się Barbora Wrzesiński i Stephanie Jones, które napędzały ofensywę i dawały drużynie sporo energii. Gdynianki przez długi czas kontrolowały wydarzenia na parkiecie. Po zmianie stron obraz gry jednak całkowicie się odwrócił. Zespół z Girony ruszył z impetem, trafiał z dystansu i dominował na tablicach – wynik trzeciej kwarty (32:10) mówi wszystko. W ostatniej części Hiszpanki konsekwentnie powiększały przewagę, nie pozostawiając złudzeń, kto tego dnia był silniejszy.
Szkoda, bo przez pierwsze 20 minut VBW pokazało naprawdę dobry basket, pełen energii i wiary. Ostatecznie jednak przyszła kolejna porażka – czwarta w Eurolidze i piąta z rzędu, licząc wszystkie rozgrywki. Gdynianki wciąż czekają na przełamanie, które, miejmy nadzieję, nadejdzie już wkrótce.
Fot. 058sport.pl/VBW Gdynia